Jesteś tutaj    /   Do czytania dzieciom    /   Czytam i polecam    /   Kłopot    Drukuj
POLECAMY

 

Nowości

Przewodnika po Dobrych Książkach
 

Tomasz Samojlik/ Adam Wajrak

Las nieumarły


Clementine Beauvais

   Pasztety do boju


 

Grzegorz Kasdepke

Bodzio i pulpet


Iwona Chmielewska "Kłopot"

 

 

Autorka i ilustratorka: Iwona Chmielewska
Tytuł: Kłopot
Wydawnictwo: Wytwórnia
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 50

 

 

     Kłopoty z otrzymaniem książki były, ale lekko spóźniona w końcu dotarła pod nasz dach. Pierwszym recenzentem nie było moje dziecko, tylko mój osobisty mąż, który lubi bardzo oryginalne książki dla dzieci. On od razu wie, czy książka spodoba się naszej córce, czy nie, czy mogę w ogóle ją córce pokazać i przeczytać. Takie absurdy są w moim domu! W każdym razie przejdźmy do meritum, bo pisać mam chyba o książce Iwony Chmielewskiej.

     Toruń dotychczas kojarzył mi się z piernikami, no cóż, takie mało oryginalne skojarzenie. Większy jednak miałam problem, by powiedzieć z czym (albo z kim) kojarzy mi się Korea Południowa. Powiem Wam, że musiałam intensywnie pomyśleć. W końcu wymyśliłam, że jak Korea Poł., to Kim Dong Il, Kim De Zdung, masakra w Kwangju (no dobra przyznaję, nie ja na to wpadłam, tylko mój brat historyk). I to byłoby na tyle. Dopiero kiedy książka Kłopot wpadła w moje ręce uświadomiłam sobie, że Korea Południowa kojarzy mi się z toruńską artystką Iwoną Chmielewską, która na drugim końcu świata jest bardziej popularna niż w rodzimej Polsce. Zadziwiające, prawda? A jednak to właśnie w Korei Chmielewska wydała aż kilkanaście swoich książek obrazkowych tzw. picture books. Oprócz tego jej publikacje ukazały się także w Japonii, Chinach, Meksyku, w Portugali czy na Tajwanie. W Polsce dotychczas mieliśmy przyjemność przeczytać jej cztery ksiązki: Dzień dobry, Europo, O wędrowaniu przy zasypianiu, Domowe duchy i słynny już Pamiętnik Blumki. Kłopot to piąta publikacja na polskim rynku. Szkoda, że tak mało. Boleję nad tym bardzo. Taka artystka magiczna, która obrazem potrafi powiedzieć więcej niż słowami. Przecież to bardzo cenna umiejętność. Tak mała popularność być może wynika z faktu, że ksiązka obrazkowa nie jest tak rozpowszechniona w Polsce. Bo czym właściwie jest picture book?

     Większość badaczy opiera się na definicji Barbary Bader, która prowadziła padania nad amerykańską książką obrazkową. Według niej książka obrazkowa (picturebook) jest tekstem, ilustracjami i całościowym projektem; może być wykonana ręcznie albo stanowić komercyjny produkt; jest społecznym, kulturowym i historycznym dokumentem, a przede wszystkim jest doświadczeniem dla dziecka. Jako forma sztuki zależy od współbrzmienia obrazów i słów pokazywanych symultanicznie w każdej rozkładówce i dramatyzmu przewracania stron. Książka obrazkowa we właściwy sobie sposób ma nieograniczone możliwości.

     Książka obrazkowa dla mnie osobiście, to takie małe dzieło sztuki, w którym dochodzi do interakcji słowa i obrazu. Mamy tekst pisany i obraz, które sprawiają, że instrukcja czytania wcale nie jest taka prosta. Obraz zawsze mówi nam więcej i każdemu może mówić trochę różne rzeczy. Słowo zawsze jest tylko dodatkiem, ale dodatkiem koniecznym. Na całym świecie picture book jest bardzo popularna, u nas, w Polsce natomiast ciężko ją nawet zaklasyfikować. Iwona Chmielewska w wywiadzie, który przeprowadziła Elżbieta Kruszyńska, na pytanie, po czym rozpoznać książkę obrazkową, jakie są jej cechy gatunkowe, odpowiada: W Polsce – w przeciwieństwie do innych krajów – nie ma opracowań teoretycznych na temat picture book. Trudno też jednoznacznie stwierdzić, kto ma się zajmować jej badaniem: czy literaturoznawcy, czy artyści plastycy, a może kulturoznawcy, historycy sztuki, czy też pedagodzy (z uwagi na ich przesłanie wychowawcze). Picture book jako materiał daje wiele możliwości i otwiera przeróżne ścieżki badawcze. Jest to książka ikonolingwistyczna, w której tekst i obraz pełnią zwykle równorzędną rolę. Czasem wiodącą funkcję pełni obraz, zaś krótki, kilkuzdaniowy tekst jest właściwie pretekstem do zbudowania opowieści na podstawie obrazu. Tekst nie może być zbyt „pokazujący”. Jeśli szczegółowo opiszesz sytuację, to co pokażesz na obrazie? Tekst trzeba ociosać ze zbędnych słów, maksymalnie go uprościć, a słowa, których nie ma, pokazać na obrazie. Tekst w picture book jest bez obrazu w pewnym stopniu nie do odczytania, nie funkcjonuje autonomicznie, ponieważ rozwiązanie opowieści znajdujemy dopiero w obrazie. Podobnie z obrazem – sam jest niepełny. Dopiero związek tych dwóch płaszczyzn, spójność obrazu i tekstu daje nam picture book. Każdy z nas na swój sposób będzie odbierał taką książkę. Nie chciałabym nikomu sugerować, jakie widzenie jest poprawne. Mam nadzieję, że zachęciłam Was, byście sięgnęli po Kłopot.

     W książce słów jest niewiele, ale dowiadujemy się istotnych szczegółów. Ciężko bardzo samymi słowami opisać tę książkę, bo jak przełożyć można artystyczną wizję, w której jest tyle magii, ciepła, głębi. No jak? Jeśli ktoś wie, to proszę o pomoc. W każdym razie pewnego dnia córka prasuje obrus, który jest pamiątką po babci. Jest ważnym przedmiotem łączącym pokolenia. Niestety córka przypala je żelazkiem. Na bielusieńkim obrusie powstaje charakterystyczna plama. Córka wpada w panikę, bo boi się reakcji mamy. Na siłę próbuje wymyślić jakieś rozwiązanie z tej nieciekawej sytuacji. Z początku winę chce zrzucić na młodszego brata, potem na okiennice i wiatr. I kiedy narratorka co rusz wymyśla nowe wytłumaczenia, ślad po żelazku ciągle się zmienia. I w pewnym momencie nie wiecie już, czy czytacie tekst, czy obrazy, które raz są zwykłą plamą, by za chwilę zmienić się w płaczącego brata. Po przeczytaniu tej książki nic nie będzie już takie oczywiste, jak wcześniej Wam się mogło wydawać. Ilustracje są tak wyraziste, celne, pomysłowe, głębokie, że aż człowiek nie może przestać się nadziwić. Genialne! Tylko Chmielewska jest w stanie doprowadzić do dialogu tekstu z obrazem, do dialogu, w który jesteśmy włączani sekunda po sekundzie. Wnikamy w całość, by potem rozpłynąć się w rzeczywistości, która już nigdy nie będzie dla nas banalna i przewidywalna. Zajrzyjcie do wnętrza i podziwiajcie…Nie jestem w stanie już bardziej Was namówić.

 Aurelia Wojtkowiak
(autorka prowadzi blog literacki: Aureliowo, czyli książkowo)

Ostatnia modyfikacja: 2012-09-19
To spadło jak nieszczęście!
  Muszę się przyznać i przeprosić!
  Mama wróciła wreszcie i zobaczyła, co się stało.
 
Projekt zrealizowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Projekt graficzny strony: Anita Głowińska; wykonanie: InforpolNET